Leśna sprawa książka Tomasza Kędry i Gabrieli Gorączko

Tomasz Kędra, Gabriela Gorączko: Sprawy lasu

Leśna sprawa przypomina nam, że trzeba pogodzić życie zwierząt i ludzi. W tym świecie człowiek jest tylko gościem – i na gościnność musi sobie zapracować.

URSZULA PUTYŃSKA: Szpiczasty Las, bohatera waszej książki, sytuujecie w znajomej wam geografii – nieopodal Komańczy. To chyba nieprzypadkowy wybór?

TOMASZ KĘDRA: Te tereny to do dzisiaj dość zagadkowa okolica, miejsce splotu kilku krain geograficznych i różnych kultur. Jeśli pozwolisz sobie na długie wsłuchiwanie się i wpatrywanie w tamtejsze łąki, lasy, masz wrażenie, że to miejsce jest od zawsze. To niezwykłe doświadczenie i historie, które mogły się tam kiedyś wydarzyć, także musiały być niezwykłe.

Można więc podejrzewać, że atmosfera miejsca, z którego pochodzisz, lokalne opowieści, bliskość natury to źródła znaczące dla powstania Leśnej sprawy?

TK: Na pewno natura. Pamiętam, jak będąc jeszcze w szkole, uciekałem z lekcji tylko po to, żeby siedzieć w lesie nad rzeką. Nie chcę promować wagarowania, ale prawdę mówiąc, to właśnie w takich miejscach można się czasem nauczyć więcej niż na szkolnej lekcji.

Pracując nad tą historią, wracałeś myślą do dzieciństwa i towarzyszących ci wtedy lektur?

TK: Miałem w pewnym okresie życia obsesję na punkcie bobrów i borsuków. Robiłem o nich prezentację na zajęcia, nawet pisałem listy do dziewczyny z analizą psychologiczną wyjaśniającą, czy jest ona bardziej bobrem, czy borsukiem. Gdy Gabrysia zaproponowała, żebym napisał opowiadanie, musiało się to skończyć taką właśnie opowieścią.

Całość przypomina „pradawną” opowieść, leśną legendę, celowo archaizujesz język narracji. Brakuje ci współczesnych książek dla dzieci pisanych w tej poetyce?

TK: Zawsze intrygowało mnie to, co dawne, bo wydawało mi się prawdziwsze. Podobnie bliższe są mi książki pisane dawnym językiem. To chyba bardzo osobiste odczucie, ale wiem, że takich osób jest więcej. Myślę, że należy pielęgnować archaizmy, bo znaczą dużo więcej niż zapożyczenia, które dziś są już plagą. Dawne słowa i sformułowania są rozpoznawalne dla naszego tubylczego ducha i po prostu mają piękną melodię. Świat idzie do przodu, ale dobrze byłoby, gdyby dzieci miały możliwość posmakowania zarówno tego, co nowe, jak i tego, co dawne.

W Leśnej sprawie nie ma miejsca na nudny dydaktyzm, jednak niepozbawiona humoru pointa jest czytelna: wskazujecie nie tylko na wartość wspólnoty, ale i konieczność troski o wspólne dobro, tutaj – przyrody. Traktujecie tę książkę jako wyraz własnego zaangażowania w „sprawy lasu”?

TK: Istnieje w Polsce inicjatywa „Wolny Las”, której założeniem jest wykupienie lasu po to, by zwrócić mu wolność i dzikość. W naszej bajce las obronił się sam, siłą swoich mieszkańców. W realnym świecie to nie jest takie proste i bóbr z buzdyganem może nie poradzić sobie z ofensywą człowieka. Byłoby miło, gdyby jednym z kiełkujących ziarenek po lekturze tej bajki była wizja istnienia właśnie takiego miejsca, w którym człowiek jest tylko gościem – i na gościnność musi sobie zapracować.

GABRIELA GORĄCZKO: Temat Leśnej sprawy zdecydowanie skłania do zastanowienia się nad tym, w jaki sposób możemy pogodzić życie zwierząt i ludzi, tak aby każda ze stron wyszła na tym dobrze – nie wchodząc sobie zbytnio w drogę.

Jako osoba mało wpływowa mogę tylko małymi krokami zmieniać świat – zaczynając od siebie. Segreguję odpady, nie kupuję bez namysłu i dbam o to, by podczas górskich wędrówek nie zostawiać po sobie śmieci i chodzić wyznaczonymi szlakami.

Dziś uważam, że jedynie przez twórczość mogę potrząsnąć trochę ludźmi. Jeśli chodzi o zaangażowanie, to zawsze jest coś do poprawienia. Myślę, że to nie jest moje ostatnie zdanie w tej kwestii. Mamy okazję zarazić tą ideą młodych, aby za kilka lat dobrze im się żyło i mieli, tak samo jak my, przyjemność spacerować po lasach pełnych świeżego powietrza i zapachów drzew.

Jak wspominacie współpracę: ustaliliście na początku twardy podział zadań czy wzajemnie się wspieraliście, choćby sugestiami?

TK: Raczej każdy miał swoje zadanie. Jeśli dobrze pamiętam, to wspólnie uwzględnialiśmy pewne wizje i poprawki. Obyło się jednak bez rękoczynów. Wspaniale było patrzeć, jak Gabrysia przekształcała kolejne fragmenty w szkice i grafiki. Dla mnie to były czary.

GG: Całkowicie sobie zaufaliśmy. Oboje mieliśmy przekonanie, że książka będzie i musi być atrakcyjna wizualnie, a także przewrotna. Myślę, że w pewnym sensie jesteśmy też idealistami, więc gdy coś nam nie pasowało, to sami siebie poprawialiśmy. Nie wchodziliśmy jednak sobie w drogę.

Ilustracje wchodzą w dialog z opowieścią, ale nie śledzą tekstu w przewidywalny sposób. Czym jest dla ciebie tekst w pracy ilustratorki?

GG: Mogę to trochę porównać do architektury. Tekst jest dla mnie przede wszystkim fundamentem. Jest bardzo ważny, ale to, co potoczy się dalej, zależy od projektanta. Czy to przetrwa kilkaset lat, czy zaczną pękać ściany, czy będą krwawić oczy, gdy się na to spojrzy? Pytań jest wiele. Zawsze przed kolejnym projektem zadaję je sobie, aby być świadomą swoich dalszych działań.

Łączenie charakteru twoich ilustracji z (lokalną) kulturą ludową to dobry trop?

GG: Zdecydowanie tak. Jestem przekonana, że dobra moda na „regionalność” wkrótce wróci, a ludzie zaczną być z tego dumni i przestaną wstydzić się swoich korzeni, jak jeszcze niedawno bywało. Moim cichym marzeniem jest, żeby każdy region powrócił do pięknych wzorów, jakie posiada polska sztuka ludowa. Akurat mamy to szczęście, że nasza książka nie jest pamiątką z Zakopanego, którą można kupić w Bieszczadach. Jej sprzedaż w różnych regionach Polski nie będzie barbarzyństwem, bo to uniwersalna opowieść – choć z własnym charakterem.

 W założeniu Leśna sprawa to historia dla dzieci, ale na pewno nie infantylizujecie czytelników, wydaje mi się raczej, że stawiacie przed nimi poważne wyzwania. Myślę tu o wspomnianym już języku pełnym archaicznych wyrażeń, bohaterach o nieoczywistym rodowodzie czy obsadzeniu człowieka w roli (jednoznacznie) czarnego charakteru. Mam wrażenie, że wasza książka najlepiej sprawdzi się we wspólnej, być może głośnej, lekturze, z rozmową w tle. 

GG: Myślę, że jest to książka zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Może niekoniecznie dla najmłodszych, ale „profilaktycznie” im też można ją śmiało poczytać do snu. Może zapamiętają chociaż jedną ilustrację i sposób opowiadania przez rodziców, a po latach okaże się, że jest to ich ulubiona książka [śmiech]. Wydaje mi się też, że w odbiorze Leśnej sprawy nie tyle wiek jest ważny, ile nastawienie i charakter czytelników. Naszych bohaterów na pewno polubią osoby twórcze i dociekliwe, z poczuciem humoru i dystansem do siebie.

TK: Mam nadzieję, że wśród czytelników naszej książki znajdzie się ktoś, kto będzie wychwytywał i drążył małe ciekawostki. Może zapyta rodzica, czy faktycznie Macedonia ma coś wspólnego z bobrami i falangą? Czy naprawdę ktoś kiedyś zatruwał strzały sokiem z cisa? I może zdziwi się, gdy po latach sięgnie po Trylogię Sienkiewicza, odkrywając, że sługa chana krymskiego Islama III Gireja nazywa się tak samo jak bóbr z bajki.

Tomasz Kędra – autor muzyki i tekstów piosenek. Z wykształcenia inżynier geologii. Z zamiłowania amator astronomii, ornitologii i permakultury. Mieszka w kamperze, podróżuje. Leśna sprawa jest jego debiutem książkowym.

Gabriela Gorączko – ilustratorka i graficzka. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu. Stypendystka Instytutu Adama Mickiewicza w Warszawie, Prezydenta Wrocławia oraz Rektora Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Uczestniczyła w wystawach międzynarodowych m.in. w USA, Japonii, Iranie, Słowacji, Chinach. Zajmuje się artystycznym drukiem cyfrowym, grafiką projektową, brandingiem. Założycielka firmy Booku.pl. Leśna sprawa jest jej ilustratorskim debiutem książkowym.