Iwona Chmielewska

Iwona Chmielewska – mistrzyni picture booka

Autorka: Marta Baszewska

Iwona Chmielewska nieustannie zadziwia czytelników. Jej picture booki wzruszają, intrygują, oswajają to, co trudne i nienazwane, a przede wszystkim otwierają na Innego i przypominają o dziecku, które każdy z nas ma w sobie.

Są książki, obok których nie potrafimy przejść obojętnie. Takie, które kuszą designerską, nierzadko widoczną z daleka okładką, nazwiskiem znanego pisarza/pisarki lub zwyczajnie – okazałością. Obok nich, najczęściej na półce z napisem „książki dla dzieci”, pomiędzy opowieściami Astrid Lindgren i Kubusiem Puchatkiem, książeczkami aktywizującymi dla maluchów, seriami dla nastolatków i komiksami stoją książki Iwony Chmielewskiej. Na pierwszy rzut oka ciche i niepozorne, nie krzyczą kolorami ani tanimi ozdobnikami. A jednak czujne oko wyłowi je z gąszczu setek innych książek.

Picture booki Iwony Chmielewskiej są zupełnie jak ich twórczyni – skromne i małomówne, nieśmiało wyczekują tego, kto je otworzy. A ten kto raz weźmie je do ręki, niech się strzeże, bo przepadnie na zawsze!

W kłopocie

Doskonale pamiętam dzień, w którym poznałam Iwonę Chmielewską. Był październik 2014 roku, a ja zaczynałam ostatni rok studiów, nie mając zielonego pojęcia, jaki temat pracy dyplomowej wybrać. Snułam się samotnie zimnymi korytarzami wydziału, szukając natchnienia i naiwnie licząc, że wydarzy się cud. I choć brzmi to niewiarygodnie, tak właśnie się stało. Na drzwiach Katedry Kulturoznawstwa w blasku staroświeckiej lampy moim oczom ukazał się plakat informujący, że za godzinę na wydziale (!) odbędzie się spotkanie z „wybitną ilustratorką Iwoną Chmielewską”. Do dziś nie wierzę, że zdarzyło się to przypadkiem.

Jeżeli istnieje jakaś fotograficzna dokumentacja z tego wydarzenia, to siedząca w pierwszym rzędzie dziewczyna na pewno ma na niej otwartą buzię i oczy jak pięć złotych. Siedziałam oczarowana, bazgrząc ołówkiem na porozrzucanych kartkach każde słowo, które wypowiadała Iwona Chmielewska.

Potem wszystko potoczyło się jak śniegowa kula. Już nie musiałam się zastanawiać, wiedziałam, o czym chcę pisać. Moja historia z picture bookiem nabrała tempa, gdy po kolejnym spotkaniu autorskim podeszłam do Iwony Chmielewskiej, ściskając w ręku egzemplarz Kłopotu (Wytwórnia 2012) i z przejęciem wydukałam: „Dzień dobry, mam na imię Marta i mam z pani książkami pewien kłopot”. I przepadłam.

Dziś jej picture booki zajmują w moim domu zaszczytne miejsce i wracam do nich jak do starych, dobrych przyjaciół.

Z dystansem

„Szkoda czasu, żeby opowiadać, skąd się wzięły. Ważne, że pojawiały się zawsze tam, gdzie trzeba o właściwej porze”.

To parafraza cytatu z jednej z książek Iwony Chmielewskiej – O tych, którzy się rozwijali (Media Rodzina 2013), kwintesencja jej twórczości. Bo ten, kto ją zna, doskonale wie, że wśród książek sygnowanych jej nazwiskiem znajdzie chociaż jedną, która odpowie na jego wątpliwości.

Chociaż „odpowiadanie” nie jest dobrym słowem, gdy rozmawiamy o Iwonie Chmielewskiej, która zamiast wchodzić w rolę mentorki czy eksperta, usuwa się niejako na bok, ukrywa za stronami opowieści, pozostawiając dla czytelnika/czytelniczki pustą przestrzeń. Do refleksji, do dopowiadania sensów naszkicowanych przez autorkę. Do bycia sam na sam z własnymi myślami, do poznawania i nazywania emocji, a także do zmierzenia się z przekonaniami, a nawet trudną przeszłością.

Autorka podchodzi do swojej pracy z dystansem, nie roszcząc sobie prawa do pouczania kogokolwiek. Wie, że świat nie jest czarno-biały i jej „prawda” jest tylko jedną z wielu. I że każdy ma prawo do swojej.

Na dobry początek

Gdybym miała za zadanie polecić osobie, która nigdy dotąd nie spotkała się z twórczością Iwony Chmielewskiej jedną jej książkę, stanęłabym przed niełatwym wyborem. Bo jaka książka zasługuje na miano tej, od której warto zacząć przygodę z picture bookiem?

Czy to mógłby być Kłopot? Zdecydowanie tak, bo to książka, która w bardzo czytelny i zabawny sposób opowiada o relacji matki i córki, wykorzystując do tego proste środki – przypalony ślad żelazka, którym dziewczynka nieopatrznie „udekorowała” pamiątkowy obrus. To właśnie ten ślad staje się podstawą do obrazowych opowieści, a także symbolem dziecięcej i matczynej miłości, pełnej obaw i wzajemnych oczekiwań, a także – odrobinę zdradzając zakończenie książki – niepozbawionej wyrozumiałości i wychodzącej poza utarte schematy.

Autorka, dorysowując do plamy inne kształty, tworzy wizualne metafory, które w przewrotny i żartobliwy sposób odnoszą się do towarzyszącego im tekstu, budując napięcie.

Dokonując jednak takiego wyboru, pominęłabym inne wartościowe książki autorki, które – w zależności od upodobań i oczekiwań odbiorców – mogłyby być „tymi pierwszymi”. Bo dlaczegóż by nie zacząć poznawać twórczości Chmielewskiej od Dwojga ludzi (Media Rodzina 2014)? Przecież to książka, którą każdy powinien mieć w domu – pokazuje uniwersalne „zasady” życia z drugim człowiekiem i zachęca do refleksji na temat relacji nie tylko damsko-męskiej.

A głęboko poruszający i wielokrotnie nagradzany Pamiętnik Blumki (Media Rodzina 2011)?! Nie wyobrażam sobie, jak można nie znać tej książki i twierdzić, że o wychowaniu dzieci po partnersku wie się wszystko. Postaci Kocyka, Blumki czy samego Korczaka nie sposób nie pokochać, ich historie tak silnie zapadają w pamięć.

Będąc mamą, podarowałabym swojej córce Królestwo dziewczynki (Entliczek 2014) i Obie (Wolno 2016) – niepodważalnie najpiękniejsze i najbardziej poruszające książki – och, ile dałabym za to, żeby ukazały się, gdy to ja byłam dzieckiem!

Na początek można też sięgnąć po Oczy (Warstwy 2015), nagrodzone Bolonia Ragazzi Award w 2013 roku, które przybliżają doświadczenie osób niewidomych, albo po Cztery zwykłe miski (Format 2013), które opowiadają o nierównościach społecznych.

Długo mogłabym jeszcze wymieniać – ale co z książkami, które nie są dostępne w Polsce, bo wydały je koreańskie wydawnictwa? Nie ośmielę się nawet przywoływać tytułów, bo głodny czytelnik lub czytelniczka jeszcze się na mnie obrazi albo co najmniej odczuje zawód, że nie znajdzie ich na półkach polskich księgarń.

Słowoobrazy

Picture booki Chmielewskiej czyta się i ogląda niespiesznie. Obcowanie z nimi to często bardzo osobiste i intymne doświadczenie. Zwłaszcza gdy tematem jest dojrzewanie czy przemijanie, silna relacja matki i córki, śmierć, Holocaust, niepełnosprawność i nierówności społeczne.

Długi „termin ważności” tych książek sprawia, że czytelnicy chętnie do nich wracają, by skonfrontować raz poznaną historię z nową rzeczywistością, w której się znajdują. Dorastają i zmieniają się, a picture booki im towarzyszą.

Doskonałym tego przykładem są Obie. To książka szczególna nie tylko dlatego, że jako pierwsza zagościła na półkach Wydawnictwa Wolno, ale też z uwagi na trudny i aktualny temat, który porusza.

Stworzona w tandemie – przez Justynę Bargielską, autorkę poetyckiego tekstu i Iwonę Chmielewską, autorkę sugestywnych i symbolicznych/wieloznacznych obrazów – pełna napięć i wzajemnie wykluczających się skrajnych emocji, ukazuje dynamikę relacji matki z córką.

Twórczynie Obu, zderzając ze sobą własne doświadczenia macierzyństwa i bycia dzieckiem, mnożą pytania, wiedząc, że każdy znajdzie na nie nieco inną odpowiedź, bo będzie jej szukać w swojej, niepowtarzalnej relacji z dzieckiem i ze sobą samym jako rodzicem. Pytaniom o macierzyństwo, kobiecość, wolność i granice w relacji towarzyszy uczucie niepewności, często bezsilność i bezradność, katastroficzne przekonania i obawy.

Nieocenioną wartością Obu i tym, co sprawia, że są tak wyjątkowe, jest ich „teatralny” charakter. Obrazy, które czytelnik lub czytelniczka może wprawić w ruch, zaskakują, niepokoją dosłownością, zawstydzają, a nawet szokują. Przede wszystkim jednak zachwycają celnością obserwacji.

Czerwona nić – symbol nierozerwalnej więzi matki i dziecka – towarzyszy nam przez wszystkie strony słownoobrazowej opowieści, przypominając, że jeśli bardzo kogoś kochamy, musimy pozwolić mu podążać własną drogą.

O tym, jak ważną postacią dla Chmielewskiej był Janusz Korczak i jego filozofia dzieciństwa, przekonaliśmy się, sięgając po Pamiętnik Blumki. Siedem lat później Wydawnictwo Wolno wspólnie z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN postanowiło przypomnieć postać Doktora, wydając książkę Jak ciężko być królem (Wolno 2018).

Iwona Chmielewska – sprawczyni wizualnej interpretacji wybranych fragmentów Króla Maciusia Pierwszego – została m.in. za tę książkę wyróżniona nagrodą Polish Graphic Design Awards 2018 w kategorii Projektantka Roku.

Książka towarzyszyła wystawie W Polsce króla Maciusia. 100-lecie odzyskania niepodległości, która trwała od 9 listopada 2018 do 1 lipca 2019 roku w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Jak ciężko być królem? Gdy ma się zaledwie dziesięć lat i słowo „niemożliwe” nie istnieje, może się wydawać, że królem może zostać każdy, a sprawowanie władzy to pestka i bułka z masłem.

Iwona Chmielewska zaprasza dzieci i dorosłych do refleksji nad tym, co nie traci na swojej aktualności. Zadaje pytania o rzeczy ważne, takie jak odpowiedzialność za swoje czyny, o to, jak podejmować właściwe decyzje i jak zaspokoić potrzeby jednych, nie krzywdząc tym samym drugich. Zarówno Korczak, jak i Chmielewska pozostawiają dzieciom przestrzeń, by mogły same, ale i wraz z dorosłymi, zastanowić się nad tym, jak to właściwie jest z tym królowaniem i dlaczego potrzebujemy, by ktoś mądrze rządził państwem.

Wpatrując się w ilustracje Chmielewskiej, doświadczamy emocji, które towarzyszyły Maciusiowi zasiadającemu na tronie, obserwujemy też manipulacje, którym był poddawany, nie będąc ich nawet świadom. Jak ciężko być królem z jednej strony pokazuje, jak łatwo dziecięca naiwność i bezwarunkowa ufność mogą zostać wykorzystane przez innych, a z drugiej, jak wiele, mimo przerastającej dziecięce siły władzy, można się na przykładzie Maciusia nauczyć.

Bolesne i usilne próby dopasowania się, spełnianie oczekiwań innych, popełnianie błędów, do których każdy z nas ma prawo i wreszcie chęć zmieniania świata na lepsze – to kwintesencja nie tylko samego dzieciństwa, ale i funkcjonowania w społeczeństwie, od którego nie da się uciec.

Iwona Chmielewska kolejny raz udowadnia, że niezależnie od wieku, wszyscy jesteśmy dziećmi i choć bardzo się staramy, nie zawsze wszystko nam się udaje – ale warto próbować.

Chmielewska niczym dobry terapeuta nie mówi dużo, ale jej słowa i obrazy wprawiają w ruch myśli, często te nieuświadomione. Zmieniają nas i wracają do nas w chwilach, gdy się tego najmniej spodziewamy, a potrzebujemy najbardziej.

Każde ponowne otwarcie książki nie jest powrotem do tego, co było – to zawsze inne doświadczenie, inna lektura. Towarzyszą jej też inne, często nienazwane emocje, inny bagaż doświadczeń. Czytamy i patrzymy, zakładając coraz to nowe okulary, dopisując coraz to nowe sensy.

Nie jest żadnym odkryciem, że składamy się z przeczytanych, usłyszanych i obejrzanych opowieści. A siła picture booków, zwłaszcza tworzonych przez Iwonę Chmielewską, tkwi w ich „niezapominalności” – gdy raz się na nie otworzymy, nie przestaniemy do nich wracać i szukać w nich przeszłych siebie.

Siła obrazów

Wyjątkowość picture booków Chmielewskiej polega nie tylko na przemyślanych i zaskakujących konceptach słowno-obrazowych opowieści czy w poruszanej tematyce. Nie wyraża się jedynie w odręcznym stylu patchworkowej ilustracji, wysokiej jakości druku czy technikach poligraficznych. Najsilniej uobecnia się w cierpliwości i otwartości na perspektywę czytelnika, który nie zawsze jest gotowy na zmianę punktu widzenia i potrzebuje czasu. Na spojrzenie w głąb siebie, na spotkanie z Innym, którym jest nie tylko drugi człowiek, ale i sam picture book.

Na jednej z konferencji zapytano mnie, czy picture booki Iwony Chmielewskiej to książki ekskluzywne, produkty premium zarezerwowane dla wybranych. Przecież z uwagi na swoją minimalistyczną formę wielu osobom mogą wydawać się niedostępne. Jednak przedstawione w nich opowieści za pomocą prostych, pozbawionych niepotrzebnych ozdobników słów i symbolicznych, nierzadko wieloznacznych obrazów stają się uniwersalne i bliskie naszemu doświadczeniu.

Nie ma też znaczenia, jaką nazwą będziemy się posługiwać, mówiąc o książkach Iwony Chmielewskiej. Czy będzie to książka obrazkowa, obrazowa czy picture book, jej twórczość dla czytelników będzie zawsze szczególnego rodzaju spotkaniem, innym niż lektura książki ilustrowanej, historyjki obrazkowej czy komiksu.

W picture booku relacja między słowem a obrazem jest o wiele bardziej skomplikowana – i w każdej książce nieco inna. Obraz niekiedy uzupełnia tekst, dodaje do niego znaczenia, uszczegóławia go, kładzie nacisk na wybrany aspekt, ale niejednokrotnie też wchodzi ze słowem w konflikt lub je kontrapunktuje.

Bez względu na to, czy teoretycy tego gatunku dojdą kiedyś ze sobą do porozumienia i stworzą jedną niepodważalną definicję, picture book pozostanie tym, czym jest.

Chmielewska, oferując nam niby-proste opowieści, zabiera nas często w podróż w nieznane. To niezwykłe doświadczenie, na które nie sposób się przygotować. Autorka potrafi zaskoczyć nawet swoich oddanych czytelników. To właśnie oczekiwanie, nagromadzenie emocji i kulminacyjny moment rozładowania napięcia sprawiają, że książki Chmielewskiej są tak uwielbiane przez czytelników i uzależniające.

Czegokolwiek by o nich nie napisać i tak obronią się same – wystarczy je otworzyć i dać im się poprowadzić. Albo ukołysać…

Otwierając niedawno wydaną przez Wydawnictwo Wolno książkę Kołysanka na cztery, zaglądamy przez otwarte okno do dziecięcego pokoju.

Gest wchodzenia do poprzedzającej sen rzeczywistości dziecka wyraża sama okładka z wyciętym kształtem okna, w którym chłopiec gra na skrzypcach. To książka dla dzieci, której rytmiczność potrafi prawdziwie ukoić. Powtarzalność obrazów i jedynie niewielka zmiana perspektywy patrzenia na przedmioty obecne w dziecięcym pokoju sprawiają, że sen zaczyna nas otulać. Jawa miesza się z tym, co podsuwa senna wyobraźnia i nawet zabawki zaczynają ziewać.

Kołysanka na cztery to pozycja idealna do czytania wraz z dzieckiem, nie tylko przed snem.

Gra skojarzeń

Twórczość Iwony Chmielewskiej jest wielowymiarowa, choć jej książki na pierwszy rzut oka mogą wydawać się do siebie bardzo podobne. I nic w tym dziwnego, ponieważ autorka stosuje w nich podobne rozwiązania wizualne, używa przygaszonych barw, wybiera skromną typografię. Swoje książki tworzy ręcznie, robiąc użytek z kawałków tkanin, pożółkłych kartek, starych nici – przedmiotów, które ktoś uznał za nieprzydatne. Na kartkach jej książek ożywają i zyskują drugie życie. Projektując swoje książki tradycyjnymi metodami zachęca nas do tego, byśmy, obserwując świat, dostrzegali piękno, niepowtarzalność i potencjał w zwyczajnych, codziennych i często niepozornych rzeczach.

Mimo że styl ilustracji Iwony Chmielewskiej jest zasadniczo niezmienny i łatwo rozpoznawalny, każdą jej książkę wyróżnia koncept, odmienny od poprzedniego. Sygnaturą autorki jest ukazywanie przestrzenności książki i zachęcanie czytelników do manipulowania jej kartkami, wprawiania ich w ruch. Iwona Chmielewska umożliwia nam cieleśnie doświadczać materię picture booka – zbliżać do siebie i oddalać od siebie kartki, zaglądać „pod podszewkę strony”, porównując awers i rewers kartki, a tym samym spoglądać na opowiadaną historię z dwóch perspektyw.

Po mistrzowsku wykorzystała autorka ten zabieg w Na wysokiej górze (Wolno 2017), tworząc wręcz oniryczne obrazy do wiersza Krystyny Miłobędzkiej.

To przykład poezji wizualnej, którą współtworzą czytelnicy – przewracając kartki, towarzyszą bohaterce w przemijaniu i refleksji nad tym, co utracone, doświadczają razem z nią płynącego czasu i powrotu do lat dzieciństwa. Powierzchnia kartki niczym lustro z każdej strony odkrywa przed patrzącym inny obraz. Gdy poruszamy kartkami, wprawiamy w ruch obecne na nich postaci, patrzymy, jak się zmieniają, współtworząc w ten sposób opowieść.

Książki Chmielewskiej są niczym ciało, mają swoje wgłębienia i wypukłości. Autorka maksymalnie wykorzystuje możliwości, jakie daje fizyczna forma książki, projektując zaskakujące zabiegi artystyczne, grę symboli oraz skojarzeń.

Bez końca

Choć łatwo je przeoczyć, bo wyróżniają się w cichy sposób, warto wyjść im na spotkanie. Picture booki Iwony Chmielewskiej to odpoczynek dla oczu, przestrzeń refleksji i spotkania z drugim, innym od nas człowiekiem i jego opowieścią. I choć czasami historie w nich zawarte i emocje, które odczuwamy podczas ich powolnego oglądania, uwierają jak wełniany sweter – to doświadczanie ich jest intelektualną i estetyczną przyjemnością, której nie sposób sobie odmówić.

Chmielewska nie tworzy dla konkretnego odbiorcy. I choć można wskazać w jej dorobku książki, które będą bardziej atrakcyjne dla dzieci niż dla dorosłych (i odwrotnie), to z artystycznego założenia kieruje je do wszystkich bez względu na wiek, płeć, status społeczny itp.

Książki Chmielewskiej są jak dobre filmy, do których lubimy wracać i które nie nudzą się nam mimo wielokrotnego oglądania – zawsze znajdujemy w nich przecież coś, co chwyta nas za serce, bawi i wzrusza. Ale picture booki same też do nas wracają – jak prawdziwi przyjaciele, którzy znajdują się obok, gdy ich potrzebujemy. Wspierają w trudnych wyborach, dają ukojenie w codziennym zabieganiu, inspirują, pobudzają wyobraźnię i przypominają o wewnętrznym dziecku, które każdy z nas, choć w różnym stopniu, ma.

Autorka: Marta Baszewska

Iwona Chmielewska – ilustratorka i twórczyni wydawanych na całym świecie autorskich picture book. Jej książki publikowane były w Korei Południowej, Japonii, Hiszpanii, Francji czy Niemczech. Laureatka wielu prestiżowych nagród, m.in. Złotego Jabłka na Biennale Ilustracji w Bratysławie i dwukrotnie Bologna Ragazzi Award (2011, 2013). Za książki Pamiętnik Blumki (2011) oraz abc.de (2015) nominowana do nagrody Deutsche Jugendliteraturpreis. Ostatnio opublikowała m.in.: Kłopot (2012), O tych, którzy się rozwijali (2013), Królestwo dziewczynki (2014), W kieszonce (2015). Mieszka w Toruniu.

Marta Baszewska – redaktorka estetyczna, fotografka, dusza kreatywna. Znawczyni twórczości Iwony Chmielewskiej. Autorka kilkunastu artykułów naukowych poświęconych toruńskiej artystce. Na łamach „Kultury Liberalnej” i „Nowych Książek” publikowała recenzje picture booków i książek dla dzieci.